wydawnictwo: nakładem własnym autora (w ramach Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości)
data wydania:
luty 2012
liczba stron: 154
Po czym rozpoznać, że ta książka jest wyjątkowa? Zacznijmy od tego, iż nie została wydana przez jakieś duże wydawnictwo. Wspomnijmy o niezwykłej okładce. A na koniec, zacytujmy myśl przewodnią: "Co byś zrobił, gdybyś codziennie musiał pisać dwie strony tekstu, aby powstrzymać nadchodzącą zagładę?"
Pewnego dnia Kool Autobee zostaje oderwany od swojej zwykłej, biurowej codzienności - dźwięków kserokopiarek, szelestu papieru, wciągania toneru... Na stoliku nocnym znajduje karteczkę, nakazującą mu napisać dwie strony tekstu. Po kolei następuje wiele awarii i katastrof, które mają najwidoczniej związek z tajemniczą notatką. Ale tak właściwie- gdzie jest przyczyna? Jak to możliwe, że zaniedbanie obowiązku może prowadzić do takiego skutku? Kool zaczyna natrafiać na innych Piszących, poznaje członków ruchu oporu, aż w końcu zostaje zawikłany w bardzo skomplikowaną intrygę, z każdym krokiem zmieniającą swoje oblicze. Czy jest iluzją, czy może defektem pamięci?
Postawię sprawę jasno: z takim oryginalnym pomysłem nie spotkałam się już bardzo dawno. Zero szablonowości, zero przewidywalności, za to mnóstwo niepowtarzalnych postaci, zjawisk, wydarzeń...
Sama akcja jest chaotyczna i zakręcona jak mało która. Prawie do samego końca nie wiedziałam, gdzie jest góra, a gdzie dół. Charakterystyczna szalona aura dominowała większość moich czytelniczych odczuć, przez co tylko trudniej było rozwikłać... z braku lepszego określenia nazwijmy to spiskiem. Po przeczytaniu fabuła nie wydała się aż tak skomplikowana- za to w trakcie miałam wrażenie, jakby bohater brnął coraz dalej i dalej w niezdefiniowany kłopot, jednocześnie dziwiąc się, jak autor ma zamiar doprowadzić wszystkie wątki do końca na tych kilku pozostałych stronach. Jednakowoż udało mu się, a zakończenie zachowało ten sam niezwykły charakter.
Zapytacie się: jakim sposobem? Udane zwieńczenie fabuły odbyło się niejako kosztem innych wątków, także większość postaci jest nakreślonych pobieżnie, z zaakcentowaniem najważniejszych cech. Oczywiście z wyjątkami. Tak samo świat nie jest przedstawiany za pomocą bogatych opisów, które mogłyby tylko książce zaszkodzić.
Dzięki książkom takim jak "Defekt pamięci" coraz bardziej przekonuję się do rodzimej twórczości. Jedyne, czego brakuje tej pozycji to odrobina porządku w chaosie, który wprowadziłby trochę więcej możliwości dla czytelnika. Ale poza tym- szczerze polecam.
Ocena: 8/10
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Autorowi.
Tym razem również twórczość narodowa, ale- muzyka.
(Zadedykowano: Doni)

Już tyle dobrego słyszałam o tej książce, ale jakoś nie mogę się przemóc...
OdpowiedzUsuńCholera, muszę jak najszybciej kończyć "Czarodzicielstwo", bo coraz bardziej jestem nakręcona na "Defekt pamięci". Co do polskich pisarzy to sądzę, że są w nie najgorszej kondycji, ale jest problem z oryginalnością. Ten przykład pokazuje, że są wyjątki.
OdpowiedzUsuńPodobnie jak Brodka (choć nie jestem jej fanką) - walczy ze stereotypami o polskiej sztuce.
PS. Wysłałam tego maila.
OdpowiedzUsuńPo raz pierwszy słyszę o tej książce, jednak zapowiada się... nietypowo. A że nietypowośc jest sto razy lepsza od szablonowości to chętnie sięgnę po "Defekt pamięci".
OdpowiedzUsuńPodoba mi się to, że tak jak piszesz książka jest nieszablonowa i bardzo pomysłowa. Z wielką przyjemnością bym ją przeczytała, zwłaszcza po tak zachęcającej recenzji~!
OdpowiedzUsuńŻyczę przyjemnej niedzieli ;)
Ostatnio generalnie pojawia się coraz więcej książek "naszych" autorów, które warto znać ;) Ta jeszcze przede mną, ale już od kilku dni mam ją w planach ;)
OdpowiedzUsuńChyba raczej sobie odpuszczę...
OdpowiedzUsuń"Defekt..." również za mną i tak jak Tobie, przypadł mi do gustu i to nawet bardzo. Lubię takie dziwne i nietypowe historie, a ten koniec! Wbija w siedzenie.
OdpowiedzUsuńPo tak pozytywnej opinii - mimo chaosu - mam ochotę na przeczytanie :D
OdpowiedzUsuń